O węglu

Szutnik to jeden z autorytetów wypowiadających się na forum Stockwatcha. Warto go czytać, bo widać, że ma szeroką wiedzę. Ostatnio opublikował w swojej kronice ciekawe spostrzeżenia dotyczące JSW i węgla w Polsce. Ponieważ warto słuchać mądrych ludzi to pozwalam sobie na umieszczenie tej analizy na blogu:
Zacznijmy od spraw ogólnych, dotyczących surowców w ogóle z naciskiem na
węgiel. Bez tego trudno cokolwiek mówić o JSW w szczegółach.

1.
Rynek
surowcowy praktycznie zachowuje się odwrotnie do USD. Jeśli USD się
umacnia i jest to silny trend, nie ma co marzyć o wzrostach cen
surowców. Co najwyżej jakieś odbicia lub trend boczny (oczywiście mówimy
tu nie o pojedynczych sesjach tylko o perspektywie co najmniej 10
tygodni, mogą być pojedyncze sesje równoczesnych wzrostów USD i cen
surowców)

2.
Węgiel (energetyczny czy koksowy, tu w sumie
jest niewielka różnica) jest najwrażliwszym i najsłabszym surowcem
energetycznym. Najszybciej wchodzi w spadki, gdy koniunktura gospodarcza
siada i ostatni przechodzi do wzrostów, gdy koniunktura się poprawia.

3.
Gdzieś
w okolicach 2007 – 2011 (zależnie od surowca) skończyła się ponad 10 –
letnia hossa na rynkach towarowych. Na węglu był to 2011. Niestety bessy
surowcowe mogą być bardzo długie. Poprzednia trwała od 1981 do
1999-2002 (znowu zależnie od surowca). Ta bessa nie jest jeszcze nawet w
swojej połowie. Jej podstawowym powodem jest zakończenie się wraz z
kryzysem finansowym 2008 tzw. supercyklu kredytowego – obecnie wszyscy
są zbyt zadłużeni, by nowy kredyt mógł być siłą napędową wzrostu
gospodarczego. Uporządkowanie tej sytuacji zajmie jeszcze dobrych parę
lat, podczas których siły deflacyjne będą miały przewagę, co nie będzie
dobre dla surowców. Surowce zaczną drożeć gdy Świat wróci do normalnego
wzrostu gospodarczego, nakręcanego nowym kredytem w sektorze prywatnym –
mówiąc prościej: drożejące surowce wymagają sił inflacyjnych, których
teraz nie ma i jeszcze co najmniej kilka lat nie będzie.

4.
Ostatnie
spadki cen węgla to efekt jego rekordowej produkcji na świecie
(najwięcej rocznie w historii!) z jednej strony i osłabnięcia globalnej
koniunktury z drugiej. W latach hossy wszyscy zwiększali moce
produkcyjne, odkrywano też złoża węgla w krajach 3 świata. W takiej
sytuacji najbardziej premiowani są ci, którzy produkują najtaniej, a
więc metodą odkrywkową w płytkich, nie zawodnionych złożach (obszary
pustynne Australii i RPA) i na ogół w krajach 3 świata (Kolumbia,
Indonezja). To oni będą wyznaczać dolny pułap cen. Dla reszty pozostaje
alternatywa: dostosuj się albo zgiń.

5.
W ostatecznej cenie
węgla u odbiorcy bardzo dużo znaczy koszt transportu. Niekiedy to ponad
50% ceny końcowej. Tylko ten fakt jako tako na razie chroni polskie
górnictwo węglowe. Wielkie węglowce (statki typu „Capesize” albo
„Panamax”) są zbyt duże, by wejść na Bałtyk, a mniejszymi jednostkami
jest znacznie drożej. Potem trzeba to jeszcze przewieźć na południe
Polski, gdzie jest większość elektrowni i hut, a PKP do tanich nie
należy. Wszelkie projekty, zmierzające do obniżenia hurtowych stawek
transportowych (żegluga na Odrze, deregulacja kolei itp.) będą osłabiać
polskie górnictwo. Dlatego tak niebezpieczny dla polskiego górnictwa
jest rosyjski węgiel, z silnie dotowanym przez Rosję transportem do
Europy. Rosyjski węgiel jest głównie energetyczny, ale węgiel z Zagłębia
Peczory (północny Ural) jest typu koksowego i może stanowić konkurencję
dla JSW, jeśli nie bezpośrednio w Polsce, to np. na Słowacji. Tu jest
pole do popisu dla polskiego rządu. Wiadomo, że nie można całkowicie
zablokować importu rosyjskiego węgla, bo dostaniemy retorsje na polski
eksport do Rosji. Polska to nie Chiny, które zagroziły blokadą importu
rosyjskiego węgla po cenach dumpingowych i Rosja się ugięła, ale
odpowiednio manewrując w negocjacjach kwestią rosyjskiego nieuczciwego
dumpingu cenowego na kosztach transportu i grożąc skierowaniem tematu do
międzynarodowego arbitrażu można spróbować zawrzeć jakiś kompromis,
lepszy od obecnego „dzikiego” stanu, gdy koszt przewozu rosyjskiego
węgla ze wschodniej granicy Polski do Białegostoku bywa wyższy od
kosztów transportu zza Uralu na zachodnią granicę Białorusi. Tylko kto
to miałby zrobić? Janusz Piechociński, znany bardziej jako Fred
Flintstone?

6.
Śląskie górnictwo, a więc i JSW, musi postawić
na rentę geograficzną. Trzeba skupić się na utrzymaniu najbliższych
odległościowo odbiorców, planowo rezygnując z tych mniejszych a
odleglejszych, jeśli są nieopłacalni. Tu rozumiem przede wszystkim
obszary o wysokim koszcie transportu węgla z zewnątrz, a więc południowa
Polska, Czechy, Słowacja, północna Austria i południowo-wschodnie
Niemcy. To tam polski węgiel jeszcze może być konkurencyjny. Zwłaszcza
rynek czeski, z racji kończenia się obecnie wielu czeskich złóż, będzie
za parę lat „polem niczyim”, do zagospodarowania przez eksporterów.
Czesi już o tym wiedzą, stąd np. kupno przez czeski EPH kopalni
„Silesia” w Czechowicach, jako ruch wyprzedzający tę sytuację. Dla JSW
Czechy to „rzut beretem”, bo północne Morawy to duży ośrodek hutniczy.
JSW musi walczyć zębami i pazurami o jak największy kawałek tego rynku,
stopniowo opuszczanego przez miejscowych producentów. W Jastrzębiu chyba
o tym wiedzą?



7.
Polskie górnictwo ma jedną sporą, nie ruszoną dotąd rezerwę – 5
dniowy dzień pełnej pracy. Weekendy to tryb „biegu jałowego”, remonty +
utrzymanie w gotowości. Na świecie górnictwo pracuje na ogół w systemie 7
dniowym. Oczywiście ludzie chodzą na 5 dni, ale maszyny urabiające +
odstawa urobku pracują 7dni/tydzień. Po prostu niektórzy mają wolny
poniedziałek i wtorek, a nie sobotę i niedzielę. Sądzę, że pomimo silnej
blokady z dawnych lat na poziomie społeczno – obyczajowym, sytuacja
zewnętrzna za jakiś czas wymusi to rozwiązanie, co pozwoli o jakieś
15-20% obniżyć koszty oraz obronić trochę miejsc pracy w górnictwie. Tu
trzeba jeszcze dodatkowo popracować nad zmniejszeniem awaryjności
sprzętu, ale to da się zrobić. Niestety nie wszędzie można będzie
przyspieszyć i zwiększyć wydobycie – są rejony, gdzie fronty wydobywcze
nie mogą iść szybciej z racji zagrożeń (głównie tąpaniami i metanowego).
W najgłębszych kopalniach JSW takich miejsc jest niestety sporo, ale to
i tak poprawiłoby ogólną sytuację tej spółki.

8.
Kolejnym
punktem słabości polskiego górnictwa jest wysoki poziom korupcji i
złodziejstwa wśród managementu, czasem chyba lepiej byłoby ich nazwać
„menedżMĘTEM”. To powoduje, że wiele dostaw materiałów/ usług dla
zakładów górniczych jest obciążonych extra podatkiem p.t. ”A co ja z
tego będę miał?”, często nawet na kilku poziomach. JSW jest na ten
problem mniej narażona niż KHW czy KW, ale nie jest od niego wolna.
Zmniejszenie skali złodziejstwa powinno również o jakieś 5-10% poprawić
konkurencyjność cenową JSW. To zadanie dla Rady Nadzorczej – trzymać
Zarząd za pysk w tym temacie. Ryba psuje się od głowy, ale naprawia też.

9.
Związki
zawodowe w górnictwie są potrzebne, ale nie w takiej, przerośniętej
skali. Jest stosunkowo prosty sposób poprawienia sytuacji: dziś firmy
węglowe przelewają składki związkowe bezpośrednio z wypłaty członka na
konto związku, pracownik tych pieniędzy nie widzi na oczy. Wystarczy
zaprzestać tej praktyki – niech pracownik sam płaci swoje składki
związkowe, w wygodnej dla siebie formie, jeśli tego chce. Wtedy zacznie
rozliczać związki z działalności, a część związków, te najmniejsze, po
prostu upadnie. Koszty utrzymania związków zawodowych w dużych zakładach
w myśl słynnej AWS-owskiej ustawy o związkach zawodowych (tzw. „14 robi
nowy związek”), uchwalonej pod koniec lat 90-tych „pod kolegów”
spadają na pracodawców….

10.
Polski rząd zachowuje się wobec
górnictwa węglowego schizofrenicznie. Z jednej strony wykonuje jakieś
mniej czy bardziej sensowne ruchy ratunkowe, z drugiej – doi je
niemiłosiernie, pogarszając jego i tak kiepski stan. Wg obliczeń
Górniczej Izby Przemysłowo Handlowej w 2000 r. obciążenie podatkowe 1
tony węgla wynosiło 35,15 zł. W 2013 r. było to już 95,63 zł/tonę,
wzrost znacznie powyżej zagregowanej inflacji za te 13 lat. Czy to
obciążenie musi być aż tak wielkie? A może lepiej je trochę zmniejszyć,
obniżając tym samym próg rentowności zakładów górniczych? Może to jest
tańsze od panicznych a niezbyt przemyślanych ruchów pomocowych,
wykonywanych pod presją chwili? JSW też by na tym skorzystała, a sądzę,
że w końcowym rachunku i Skarb Państwa również.

11.
Drażliwa
kwestia płac. Teoretycznie w górnictwie zarabia się dużo. W praktyce
zarobki są bardzo nierówne. Zbyt dużo zarabia management i wyższy dozór,
jak na to, co sobą prezentuje, zbyt mało pracownicy fizyczni. Nikt w
Polsce nie mówi (przynajmniej ja nie słyszałem) o tym, że relatywnie
wysokie średnie wynagrodzenie w górnictwie węglowym to po pierwsze efekt
doliczania pensji managementu do średniej, po drugie i znacznie
ważniejsze: efekt tego, że duża część pracowników fizycznych i dozoru
pracuje „na okrągło”, by nadgonić finanse domowe, bo soboty i święta są
dużo lepiej płatne. Nie jest niczym nadzwyczajnym górnik, pracujący 30
dniówek w 30 dniowym miesiącu, bez jednego dnia wolnego, oczywiście
wszystko kosztem zdrowia. Moim zdaniem problem innego ustawienia płac
będzie do rozwiązania wraz z 7 dniowym tygodniem pracy. W obecnym
systemie nie da się funkcjonować w ramach zakładu górniczego bez prac
sobotnio – niedzielnych.

Reasumując to wszystko – perspektywy
utrzymania rentowności przez JSW są, nawet pomimo dalszych spadków cen
węgla, jeśli ktoś weźmie się kompleksowo do rozwiązań w kierunkach,
które tu ledwie naszkicowałem. Dodatkowo trzeba popracować nad poprawą
efektywności na poziomie mikro, w każdym zakładzie górniczym z osobna.
Niekiedy zmiany wewnątrz kopalń są bardzo proste do zrobienia i szybko
dające efekty ekonomiczne, ale są blokowane przez ich dyrekcje, które
wiedzą, że w mętnej wodzie łatwiej złapać duże ryby, co też i robią,
zazwyczaj kosztem zarządzanej kopalni.

Jeśli
chodzi o notowania JSW – krótkoterminowo tu zadecyduje punkt 1, czyli
siła USD, a także stan chińskiej gospodarki, a może bardziej oczekiwanie
zarządzających na jego poprawę, zdaje się widoczne ostatnio na wykresie
chińskiego indeksu SSE.
Obecnie Dollar Index dotarł od spodu do
swej 200- miesięcznej średniej na silnym wykupieniu, co może być
zaproszeniem do korekty. Analogicznie EURUSD testuje już po raz 3 swoją
200-miesięczną średnią od góry. Do tej pory była to skuteczna linia
obrony dla Euro. Wygląda na to, że teraz też ma spore szanse na
powstrzymanie spadków Euro i wyprowadzenie korekcyjnego odbicia (a więc
osłabienia USD), przynajmniej na parę miesięcy. Jeśli tak będzie, to
zapewne impulsem będzie coś, co się znajdzie w komunikacie z posiedzenia
FED 17 grudnia br. Czyżby osłabienie kursu na zaostrzenie polityki
monetarnej w USA?
Złoto i srebro wydaje się już w to grać, a leciutko
poprawiająca się sytuacja techniczna na JSW (wyraźny popyt w okolicach
20 zł) też zdaje się pochodzić od rozumujących podobnie zagranicznych
funduszy. Kilkudziesięcioprocentowa korekta na JSW wydaje mi się w tych
okolicznościach dość prawdopodobna, jeśli FED zrobi to czego się po nim
spodziewam, ale na przesadnie dużo bym nie liczył – jesteśmy w bessie
surowcowej (patrz punkt 3).”

2 myśli na temat “O węglu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.